Spór o GMO toczy się od kilku lat na łamach mediów całego świata. My również przyjrzeliśmy się tematowi. Nie jesteśmy w tej dziedzinie ekspertami, więc jako głos w dyskusji zamieszczamy wywiad ze Stanisławem Czachorowskim, profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, zamieszczony w „Naszym Olsztyniaku”

 

GMO, czyli strach ma wielkie oczy?

— Z opiniami o GMO jest tak samo jak z masłem i margaryną. Raz czytamy, że masło jest rewelacyjne, a margaryna szkodzi, a czasami na odwrót — mówi Stanisław Czachorowski, profesor UWM i nasz bloger. GMO będzie jednym z tematów Nocy Biologów, 11 stycznia.

Wszyscy o nim mówią, ale nie wszyscy wiedzą... Czym jest GMO?
— Z angielskiego Genetycznie Modyfikowane Organizmy. Są to organizmy (poza człowiekiem), w których materiał genetyczny został zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych. Czyli niby tworzone jest coś sztucznego, ale na dobrą sprawę w procesie wykorzystywane są mechanizmy występujące w przyrodzie. Nie jest to coś zupełnie sztucznego, jak mogło by się wydawać.

To mamy się czego bać? Spożywanie żywności z GMO może nam zaszkodzić?
— Teoretycznie nie ma żadnych możliwości, żeby jakiekolwiek GMO w żywności zaszkodziło człowiekowi, bo trawimy DNA wszystkich organizmów. Mówimy tu o współczesnej wiedzy, nie można wykluczyć pewnych innych procesów, o których jeszcze nie wiemy. Spożywanie produktów z GMO tak naprawdę nie niesie niebezpieczeństwa. Bardziej niebezpieczne jest złe odżywianie (np. fast foody) czy spożywanie produktów nieświeżych lub zawierających konserwanty.

To skąd ten strach? Mamy powody, żeby się bać GMO?
— Nie do końca. Należy przewidywać różnorodne skutki. Szukać rzeczywistych zagrożeń i eliminować je. Każda działalność człowieka niesie pewne zagrożenia. Nóż może służyć do krojenia chleba, ale nożem można również kogoś zamordować. W przypadku żywności wykonanej z roślin modyfikowanych genetycznie trzeba dużo rozmawiać, żeby konsumenci byli świadomi, co to za produkty. Zatem, nie ma się czego bać, ale patrzmy na to z lekką dozą nieufności.

A co oznacza ostatnio podpisane rozporządzenie w sprawie GMO?
— To rozporządzenie zakazało wysiewania jednego gatunku kukurydzy i ziemniaka GMO, ale możemy je wykorzystywać, importować i przetwarzać w żywności. Rozporządzenie ma znaczenie dla rolników, bo niejako promujemy żywność ekologiczną, tworzoną tradycyjnymi metodami. Dzięki temu mamy szanse specjalizować się w takim rolnictwie.

A po co nam w ogóle to GMO?
— Rośliny modyfikowane genetycznie miały być odporne na chemiczne środki ochrony roślin, przez co miało się ich mniej używać. Praktyka wykazuje trochę inny kierunek. Skoro roślina, którą hoduję jest odporna na dane herbicydy to wyrzucam tego więcej w glebę, żeby zniszczyć chwasty, bo mojej roślinie to nie zaszkodzi. Tradycyjne rośliny były niejako hamulcem dla rolników, żeby nie przesadzali z środkami ochrony roślin. Obecnie z kolei podejmuje się próby wyhodowania roślin bardziej odpornych na niską temperaturę, zasolenie, suszę. W Polsce próbuje się wyhodować odmianę winogron odpornych na niską temperaturę, a więc będziemy mieli więcej polskiego wina.
Sylwia Sławińska


Zobacz więcej na stronach Gazety Olsztyńskiej: ----KLIK----

 

 

Galeria zdjęć z projektu ----KLIK----

 

 


Powered by JS Network Solutions